
Taki „rosół” pojawia się często w opracowaniach na temat kuchni polskiej w różnych formach. Ja rok temu stworzyłem przepis dla Was na taki rosół i jakoś odruchowo wrzuciłem do niego włoszczyznę… Pewna Pani która obserwuję bloga napisała mi w komentarzu, że pochodzi z Kurpi i u niej gotowało się taką zupę ale z samych gąsek. Podawano ją z ziemniakami i złotą cebulką.

Wyciągnąłem wnioski, poszperałem w informacjach i postanowiłem w tym roku zrobić ponownie rosół z zieleniatek ale bogatszy w doświadczenie podszedłem do tego inaczej. Tym razem postawiłem na prostotę.
Przepis na 1 l zupy:
– 4-6 zieleniatek
– 3 nieduże cebule
– gałązka sosny
– kilka jagód jałowca
– 100ml dowolnego oleju roślinnego
– odrobina masła
– sól i pieprz
W bazowym przepisie była okrasa z cebuli ja postanowiłem zrobić olej aromatyzowany cebulą i jałowcem. W tym celu wziąłem garnuszek i postawiłem na najmniejszym ogniu, jedną cebulę obrałem i pokroiłem na 4, wrzuciłem do garnuszka zalałem olejem i podgrzewałem aż cebula zmięknie i lekko się zrumieni a olej wysyci się jej smakiem, na koniec wrzuciłem zgniecione jagody jałowca i odstawiłem na bok aby olej przestygł.
1 l wody zagotowałem i wrzuciłem do niego całą gałązkę sosny, brzydsze gąski oraz dwie opalone nad palnikiem cebule. Gotowałem to wszystko pod przykryciem ok 20min. Przecedziłem.
W garnku na odrobinie masła przesmażyłem ładniejszą część gąsek i zalałem przygotowanym bulionem.
Gotowałem wszystko ok 30 min na bardzo małym ogniu, doprawiłem solą i pieprzem. Tyle.
Ja zrezygnowałem z ziemniaków na rzecz makaronu, podałem zupę ze szczypiorem i pietruszką oraz pokropiłem przygotowanym wcześniej olejem jałowcowo-cebulowym.
Powiem Wam szczerze, że tak przygotowana zupa zaskoczyła mnie głębią i smakiem – jest pyszna, zapominam już poprzednią wersję z warzywami… ![]()
Zaskakujące jest ile głębi smaku potrafi dać ten gatunek grzyba. Spokojnie możne konkurować z popularnymi grzybami Shitake;)
