
Zima przykryła wszystko mrozem i śniegiem, więc trzeba uruchomić kreatywność w dzikiej kuchni
Iglaki wałkowaliśmy już dość mocno, o jałowcu to nawet nie wspomnę, więc zacząłem szukać innych opcji w zaśnieżonym lesie ![]()
Na stronie poświęconej zielarstwu zobaczyłem takie zestawienie zimowych „herbatek” z gałązek i pomyślałem: o! To trzeba sprawdzić. Ze wszystkich opcji (jeżyna, leszczyna, malina), które testowałem, to właśnie malina wybiła się zarówno smakiem, jak i kolorem. Postanowiłem więc poeksperymentować z nią w kuchni ![]()
I tak powstał ten banalny, ale jakże dobry na mroźne dni deser ![]()
PRZEPIS
20 g gałązek malinowych
15 g soku z cytryny
2 łyżki brązowego cukru
500 ml wody
2 łyżki mąki ziemniaczanej
Gałązki opłukałem i pociąłem na ok. 1 cm kawałki, zalałem je 500 ml wody i gotowałem ok. 10 min. Po tym czasie przykryłem garnek pokrywką i zostawiłem do całkowitego wystygnięcia.
Odwar przecedziłem, dodałem do niego sok z cytryny oraz cukier, a także mąkę ziemniaczaną – wszystko dokładnie wymieszałem rózgą.
Nastawiłem na ogień i powoli podgrzewałem, mieszając do zagotowania ![]()
Ilość cukru i cytryny zależy od naszych upodobań – tak naprawdę możemy dodać ich tyle, ile nam się podoba.
Kisiel wyszedł mega!
Po zimowej wędrówce po lesie smakował mi bardzo. W dzisiejszych czasach kisiele są trochę zmarginalizowane, a dawniej zdobiły karty deserów wytwornych restauracji. Myślę, że warto przygotowywać je częściej, a dzikie składniki to prawdziwa skarbnica ciekawych baz, również do kisielu.
Jeśli przygotujecie ten konkretny, napiszcie mi, jak Wam smakował ![]()
#dzikakuchnia#kuchnianatury#dzikiejedzenie#foraging#kisiel#malina#kuchniasezonowa