KISIEL Z GAŁĄZEK DZIKICH MALIN

Zima przykryła wszystko mrozem i śniegiem, więc trzeba uruchomić kreatywność w dzikiej kuchni 🙂 Iglaki wałkowaliśmy już dość mocno, o jałowcu to nawet nie wspomnę, więc zacząłem szukać innych opcji w zaśnieżonym lesie 😉

Na stronie poświęconej zielarstwu zobaczyłem takie zestawienie zimowych „herbatek” z gałązek i pomyślałem: o! To trzeba sprawdzić. Ze wszystkich opcji (jeżyna, leszczyna, malina), które testowałem, to właśnie malina wybiła się zarówno smakiem, jak i kolorem. Postanowiłem więc poeksperymentować z nią w kuchni 😉

I tak powstał ten banalny, ale jakże dobry na mroźne dni deser 😉

PRZEPIS

20 g gałązek malinowych

15 g soku z cytryny

2 łyżki brązowego cukru

500 ml wody

2 łyżki mąki ziemniaczanej

Gałązki opłukałem i pociąłem na ok. 1 cm kawałki, zalałem je 500 ml wody i gotowałem ok. 10 min. Po tym czasie przykryłem garnek pokrywką i zostawiłem do całkowitego wystygnięcia.

Odwar przecedziłem, dodałem do niego sok z cytryny oraz cukier, a także mąkę ziemniaczaną – wszystko dokładnie wymieszałem rózgą.

Nastawiłem na ogień i powoli podgrzewałem, mieszając do zagotowania 😉

Ilość cukru i cytryny zależy od naszych upodobań – tak naprawdę możemy dodać ich tyle, ile nam się podoba.

Kisiel wyszedł mega!

Po zimowej wędrówce po lesie smakował mi bardzo. W dzisiejszych czasach kisiele są trochę zmarginalizowane, a dawniej zdobiły karty deserów wytwornych restauracji. Myślę, że warto przygotowywać je częściej, a dzikie składniki to prawdziwa skarbnica ciekawych baz, również do kisielu.

Jeśli przygotujecie ten konkretny, napiszcie mi, jak Wam smakował 😉

#dzikakuchnia#kuchnianatury#dzikiejedzenie#foraging#kisiel#malina#kuchniasezonowa

Dodaj komentarz