
Od początku zaznaczam, że nie twierdze iż odkryłem tu Eurekę… Pokrzywowe pkhali występują w Gruzji choć oczywiście są już rzadkością – ja przyznam Wam, że pierwszą styczność z tym daniem w kontekście dzikich warzyw widziałem u Pana Łukasza Łuczaja w jednej z relacji jego warsztatów. Sam pierwszy raz jadłem je jakoś w 2010r w Krakowie ale oczywiście podstawą tam był szpinak, nie dzikusy.
To jest tak genialne danie, że musiało w końcu tu zagościć wraz z przepisem – od razu napiszę, możecie tu nawrzucać wszystko co zielone – ja jednak lubię czysty smak, jeśli jem pokrzywę chce czuć pokrzywę;) Rzadko kiedy mieszam wiele smaków razem.
Samo wykonanie jest bardzo proste
– 100g orzechów włoskich łuskanych
– ok 200g pokrzywy
– duży pęk szczypiorku lub pół cebuli
– ząbek czosnku
– sól, pieprz
– kolendra mielona
– kozieradka
– 1 łyżka octu winnego lub jabłkowego
– odrobina mielonego chili
Wstawiamy garnek z wodą.
Pokrzywę płuczemy i wrzucamy na wrzątek na dosłownie 30-60s.
Odcedzamy i schładzamy zimną wodą.
Odciskamy ją mocno tak aby pozbyć się maksimum wody.
Ja zrobiłem to w maszynce do mielenia, możecie zrobić to w malakserze.
Mielimy orzechy, czosnek i pokrzywę oraz szczypior – jeśli masa jest za sucha można dodać łyżkę-dwie wody do masy. Doprawiamy solą, pieprzem i chili, mieloną kolendrą i kozieradką i octem.
Ja użyłem gruzińskiej mieszanki przypraw znanej jako sól swańska zamiast dawać wszystkiego osobno.
Formujemy kulki lub nie
Gruzini posypują granatem a u mnie zagościły fiołki wonne.
Są pyszne ! Zarówno same jak i z chlebkiem typu lawasz. Znacie tą potrawę ? Jedliście gruzińskie pkhali?
#maxgotujeznatury#dzikakuchnia#marzec
