
W ramach eksperymentu postanowiłem zrobić wołowe burgery tylko i wyłącznie z użyciem ognia (No i cegieł szamotowych;)) Plan był ekstremalny ze względu na bułki które to wszak są ważnym elementem każdego burgera a jednocześnie dość delikatną materią. Musiały wyjść idealne! Miękkie, chrupiące i lekko opalone aby nadać im dymny charakter. Wraz z kumplem Marianem u niego pod domem rozpaliliśmy więc ogień… Jesteście ciekawi jak to potoczyło się dalej? Zapraszam po przepis!
Burger wołowy/Truskawka/Róża/Bryndza/Pesto z dzikiej mięty

Bułki
- 400g mąki pszennej
- 150ml wody
- 100ml mleka
- 100g serka mascarpone
- 25g drożdży
- łyzka oliwy
- 2 łyżki cukru
- łyżeczka soli
Na ogniu stawiamy garnuszek i wlewamy tam wodę. Kiedy trochę się zagrzeje dodajemy mascarpone i mieszamy aby serek się rozpuścił. Do mikstury dodajemy drożdże i zdejmujemy z ognia aby grzybów nie przegrzać. Dolewamy oliwe, sól i cukier i mieszamy. Do miski wsypujemy mąkę. Nasz zaczyn mieszamy z mlekiem i małymi porcjami dodajemy do mąki cały czas mieszając. Wyrabiamy ciasto min. 10 min aż będzie miękkie, jednolite i sprężyste. Formujemy bułeczki (ja robiłem takie po 80g) i zostawiamy je w cieple pod ściereczką na min 50 min do wyrośnięcia.
Pieczenie bułek w ognisku;)

Ciężki pomysł ale się udało a wykonaliśmy go tak. Rozgrzaliśmy podczas wyrastania ciasta cegły szamotowe w ogniu. Na części rozpaliliśmy ogień, drugą część ogień nakryliśmy. Po ok 40 min cegły złapały temperaturę. Wtedy ognisko rozgrzebaliśmy a cegły ustawiliśmy obok siebie. Żarem obłożyliśmy szamot i zaczęliśmy piec wyrośnięte bułeczki.

Rzucaliśmy na szamot bułkę i pozwalaliśmy jej się zrumienić od spodu. Momentalnie łapały się boki więc bułeczkę cały czas obkręcaliśmy;) Obok żaru podrzucaliśmy nowe szczapki drewna aby utrzymać temperaturę. Kiedy bułka od spodu i boków była już ładna i rumiana przewracaliśmy ją na wierzchnią część i rumieniliśmy. Potem odsuwaliśmy ją dalej od żaru i pozwalaliśmy jej w trochę niższej temperaturze dojść. Efekt był bardzo przyzwoity. Bułki były miękkie i chrupiące a przede wszystkim cudownie przesiąknięte dymem sosnowym… poezja! Po 15 min odpoczynku, nadawały się do jedzenia więc zabraliśmy się za Burgery.


Burger
- 400g mięsa wołowego tłustego (min 25% zawartości tłuszczu) najlepiej karku wołowego
- kilka dojrzałych truskawek
- kwiat róży
- łyżka masła
- oliwa z oliwek
- cytryna
- 100g bryndzy
- garść dzikiej mięty
- szalotka
- dziki szczypior
- sól
- łyżka masła
Zaczynamy od sałatki. Truskawki kroimy na plasterki i mieszamy z płatkami róży, posiekaną szalotką i opcjonalnie szczypiorem. Delikatnie solimy i skrapiamy cytryną.
Sos do burgera jest prosty. Dobrej jakości oliwę z oliwek mieszamy z posiekaną miętą, sokiem z cytryny i solą. Gotowe
Mięso mieszamy dobrze w misce z solą. Formujemy małe burgery. Patelnie lub płytę nastawiamy na ogień i smażymy kotlety na łyżce masła. Wystarczą 2-3 min z każdej strony na dużym ogniu. Nie bójmy się trochę przypalić kotleta, wszak igramy z prawdziwym ogniem. Po usmażeniu dajemy im 3 min odpoczynku i składamy.
Wierzchnią część bułki smarujemy bryndzą, na dolną kładziemy kotleta i na niego sałatkę z truskawek. Polewamy wszystko obficie sosem i składamy. Gotowe! Można zajadać!
