
Jeszcze rok temu jakby mi ktoś powiedział, że na blogu wyląduje przepis inspirowany Azją to bym się uśmiechnął… w tym roku tak jak już Wam mówiłem postanowiłem zaprzyjaźnić się z tamtymi obszarami i powiem Wam, że myliłem się kiedy myślałem o tej kuchni jako o maksymalnie nienaturalnej, nad wyraz sztucznie kolorowej i przetworzonej.
To co mnie zafascynowało to technika pracy z wokiem, prostota i szacunek do produktów oraz robienie dosłownie czegoś z niczego;) Trochę tak jest z tym właśnie przepisem.
Jeśli zdecydujecie się na zrobienie tego w domu, poszukajcie dobrej jakości sosów sojowych… bez konserwantów, syropów glukozowych oraz bez zmodyfikowanej soi.

- spory pęczek dzikiego szczypioru wraz z cebulkami
- 5 łyżek oleju roślinnego (z pestek winogron, arachidowy)
- 200g makaronu typu chow mein
- 2 łyżki sosu sojowego jasnego
- 2 łyżki sosu sojowego ciemnego
- łyżeczka cukru brązowego
- sezam
- sól
Zaczynamy od przygotowania oleju.
Na patelnie wlewamy 5 łyżek oleju, szczypior przecinamy na pół, stronę dolną z cebulkami wrzucamy na olej a tą górną część siekamy drobniutko.
Smażymy na małym ogniu do momentu aż szczypior wraz z cebulką zrobi się chrupki i brązowy, cały.
W czasie kiedy szczypior się smaży nastawiamy wodę, solimy ją i przygotowujemy makaron, wedle instrukcji.
Odcedzamy makaron, wrzucamy go na patelnie z podsmażonym szczypiorem, dodajemy sos sojowy, cukier i mieszamy wszystko dokładnie.
Rozkładamy na dwa talerze, posypujemy sezamem i posiekaną natką szczypioru.
Smacznego;)