
Piękny urodzaj owoców jest u mnie w tym roku – mam nadzieję, że u Was również. Drzewa uginają się od śliwek i jabłek, na krzewach tarniny moc owoców, a dzika róża, jarzębina i głóg także zapowiadają obfite zbiory.
W tym wpisie postanowiłem potraktować lekko kwaśną dziką śliwkę jak pomidorka koktajlowego i upiec z nią foccacię – najprostszy przepis na to pieczywo, jaki znam.

Składniki:
600 g mąki pszennej typu 00 (u mnie chlebowa ekologiczna – daje inną strukturę ciasta niż klasyczna co widać na fotce)
400 g ciepłej wody
2 łyżeczki suchych drożdży
1,5 łyżeczki soli
oliwa extra
mirabelki/ałycze
pęczek macierzanki (opcjonalnie tymianek lub tymianek z rozmarynem)
sól morska w płatkach lub ziarnista
Przygotowanie:
W misce miksera umieścić mąkę, wodę, sól i drożdże. Macierzankę obrać z łodyżek – dodać same listki i kwiaty. Wymieszać hakiem do ciasta ok. 5 minut, aż ciasto będzie luźne. Zostawić w ciepłym miejscu na minimum godzinę, aż podwoi objętość.
Blaszkę do pieczenia posmarować oliwą, przełożyć ciasto i kilkukrotnie naciągnąć brzegi do środka, formując bochenek. Odwrócić łączeniem do spodu, przykryć i odstawić na 30 minut. Następnie rozciągnąć ciasto palcami na całą blachę, przykryć i zostawić na 1,5 godziny.
W tym czasie wydrylować śliwki . Piekarnik nagrzać do 250°C (termoobieg). Na wyrośnięte ciasto wlać oliwę, wcisnąć połówki mirabelek (gęsto obok siebie) i posypać obficie solą morską – przełamię słodycz owoców.
Piec ok. 15 minut do zrumienienia. Jeśli spód jest blady, przełożyć foccacię bezpośrednio na blachę piekarnika i dopiec 5–8 minut.
Najlepsza jest na świeżo – lekko przestudzoną podawać z wyrazistym serem lub solonym mięsem.
Spróbujcie w tym sezonie połączyć smak tych nieco dzikich owoców z domowym wypiekiem ![]()
#foccacia#mirabelki#macierzanka#dzikiekielce#maxgotujeznatury#dzikieowoce#kuchniazpasją#dzikieprzepisy#wypiekidomowe#chleb#wypiekchleba#przepis#jedzenieznatury#smakinatury#kuchniapolskananowo#foodfromnature.

Nie rosną w moim „rejonie” mirabelki, ale sąsiad, pan Władzio, ma stare lubaski. Niestety, zostają „pożarte” na pniu, bo są nieziemsko słodkie, i przywołują wspomnienie dzieciństwa.
P.S. Piękne zdjęcie z tymi rękami Karmiciela…
PolubieniePolubienie