
Kiedy spacerowałem pośród suchych wzgórz w okolicach Bolmina i zachwycałem się krajobrazem oraz pięknymi starymi domami w tamtych rejonach, wpadł mi do głowy pomysł, aby upiec ciasto, którego nadzieniem byłyby dzikie produkty z tych właśnie pagórków.
Pierwsza przyszła mi na myśl tarnina, gdyż jest jej tam naprawdę dużo (do tarniny na pewno wrócę, jak się przemrozi), potem znalazłem zdziczałą jabłonkę z kwaskowatymi, zwartymi owocami – idealną na jabłecznik. Rosła dosłownie pośrodku tarninowych wzgórz. Jabłko z tarniną można połączyć, ale jeśli chodzi o smak, to połączenie jest dużo gorsze od jabłka i głogu! Zabrałem się więc za żmudne zbieranie czerwonych kuleczek.

Zapraszam do przepisu!
CIASTO
375–400 g mąki pszennej chlebowej
220 g zimnego masła
1 jajko i jedno żółtko, najlepiej z lodówki
szczypta soli
100 g cukru brązowego nierafinowanego
(opcjonalnie łyżeczka proszku do pieczenia)
Przepis jest banalny!
Aby przygotować ciasto ręcznie, wysypujemy mąkę na stolnicę i kroimy na małe kawałki masło – nożem siekamy masło z cukrem, solą oraz mąką. Kiedy stworzy się coś w rodzaju kruszonki, wbijamy jajka i zagniatamy. Ciasto chowamy do naczynia z przykrywką i wkładamy na minimum godzinę do lodówki.
OWOCE
700 g głogu
1,5 kg jabłek, kwaśnych i zwartych
sok z 2 cytryn
(opcjonalnie odrobina cukru brązowego)
Głóg myjemy i wrzucamy do garnka, dodajemy sok z cytryny i pół szklanki wody. Gotujemy pod przykryciem na małym ogniu, aż owoce całkiem się rozpadną.
Przecieramy ugotowany głóg przez sito, tak aby pestki i szypułki zostały na sitku. Głóg ma dużo pektyn i tak przygotowany wychodzi zwarty i gęsty – nie rozwodni nam farszu do ciasta.
Jabłka obieramy i ścieramy na tarce o grubych oczkach – dodajemy do nich odrobinę cukru i zostawiamy na 20–30 min, aby puściły sok. W tym czasie nagrzewamy piekarnik do 180°C bez termoobiegu.
Kiedy jabłka puszczą sok, odciskamy je mocno i dodajemy do głogu – mieszamy wszystko i próbujemy, czy trzeba dosłodzić.
Wyciągamy ciasto z lodówki i dzielimy na 2 części.
Blaszkę 20×20 cm wykładamy papierem do pieczenia. Jedną część ciasta rozwałkowujemy i kładziemy na spód blaszki (możemy też zwyczajnie porwać ciasto na kawałki i ręką wylepić dno). Nakłuwamy je widelcem i pieczemy 10 min.
Po podpieczeniu sypiemy bułkę tartą (opcjonalnie; ja nie posypałem i jak możecie zauważyć, wilgoć z owoców nieco weszła mi w spód – estetyka). Wykładamy na podpieczony spód przygotowane wcześniej owoce, a drugą część ciasta trzemy na tarce na wierzch.
Pieczemy 50 min – kroimy po wystudzeniu.
Głóg nadaje gorzkiego, wytrawnego smaku jabłkom – ma też swój aromacik, który mi kojarzy się nieco z wanilią, co ciekawie gra w tym cieście. Jest to smak zdecydowanie dla miłośników nieprzesłodzonych, naturalnych deserów z ciekawymi niuansami.
Ehh… Marzę o takim domku gdzieś na wzgórzach, takim wiecie – drewnianym lub kamienno-drewnianym, gdzie mógłbym w sadzie lub przy piecu kaflowym przyjąć gości i poczęstować ich kompotem z tarniny i takim głogowym jabłecznikiem. Świętokrzyskie ma tyle do zaoferowania, tylko mam wrażenie, że niewielu tutaj to dostrzega…
#GlogowyJablecznik#DzikaKuchnia#Swietokrzyskie#Foraging#SezonowePrzepisy#NaturalneSmaki#Jablecznik#Glog#Tarnina#Bolmin#WiejskieInspiracje
Szarlotki każdy zna, ale nadzienie jest jedyne w swoim rodzaju. Ciasto wygląda niezwykle apetycznie! Niestety, nie wiedzieć czemu, w tym roku dziki głóg bardzo marnie u nas owocował. 😦
PolubieniePolubienie